Pielęgnacja twarzy

GlamGlow Gravitymud, ulubiona maseczka gwiazd Hollywood

Maseczkę GlamGlow Gravitymud zakupiłam przed Świętami Bożego Narodzenia, szukając idealnych prezentów pod choinkę w drogerii Douglas w Dortmund. Znalazłam tam wersję podróżną o pojemności 15 ml w bardzo atrakcyjnej cenie (ok. 13 euro). Od razu pomyślałam, że jest to świetna okazja na przetestowanie luksusowego kosmetyku. Wcześniej czytałam kilka pochlebnych recenzji o tej maseczce, dlatego nie zastanawiałam się długo nas zakupem. Nigdy wcześniej nie myślałam, że będę miała okazję ją wypróbować, bo przyznam szczerze, że cena pełnowymiarowej jest dla mnie mega wysoka.

Opakowanie i konsystencja

GlamGlow Gravitmud to maseczka typu peel-of o właściwościach ujędrniających, wygładzających i napinających skórę twarzy, szyi i dekoltu. Producent obiecuję nam po użyciu gładką w dotyku i sexy wyglądającą cerę.

Pełnowymiarowa wersja Gravitymud ma pojemność 50 ml i kosztuję 229 zł. Maseczka dostępna jest również w wersji Mega Size 100 ml, a jej koszt to 309 zł. Do tej wersji dołączony jest również pędzelek ułatwiający aplikację produktu. Całość zamknięta została w solidnym słoiczku i zabezpieczona przed rozlaniem. Po otwarciu widzimy białą żelową konsystencję, typową dla tego typu produktów. Na samym wstępie urzekł mnie zapach przypominający Malibu. Piękny, intensywny kokosowy aromat, nie sztuczny, ale bardziej zbliżony do naturalnego. Dzięki niemu aplikacja to prawdziwa przyjemność. Moja wersja podróżna wystarczyła mi na 4 użycia (aplikacja tylko na twarz) i przyznam, że byłam z tego faktu zadowolona.

Moje wrażenia

Do pierwszej aplikacji użyłam specjalnego pędzelka i ostrożnie, starając się nie zmarnować ani kropelki, nałożyłam maseczkę na twarz. Według zaleceń producenta trzymałam ją na twarzy 30 min, a w trakcie obserwowałam, jak jej kolor zmienia się w srebrzystą powłokę zastygającą na mojej buzi. Gdy miałam ją na twarzy czułam jak moja skóra się ściąga. Jest to naturalne w maseczkach typu peel-of, dlatego też nie doszukałam się tutaj niczego nadzwyczajnego. Pierwszą różnicę zauważyłam podczas ściągania maseczki. Dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że zaledwie jednym pociągnięciem usunęłam prawie całą maseczkę z buzi. Resztę domyłam letnią wodą. W tym momencie na mojej twarzy pojawił się lekki niedosyt.

W efekcie odniosłam wrażenie, że po aplikacji skóra jest lekko ściągnięta, czyli można powiedzieć, że jakiś tam rezultat liftingu został osiągnięty. Cera jest pięknie rozświetlona, dość dobrze oczyszczona, gładka i miękka w dotyku. Skóra idealnie przygotowana do dalszej pielęgnacji. Nie jestem tylko przekonana, czy ten efekt jest wart swojej ceny. Można powiedzieć, że jest to kosmetyk dość dobry jakościowo, ale po jego aplikacji wcale nie poczułam się wyjątkowo. Szczerze mówiąc, nie zdecyduję się na zakup pełnowymiarowego produktu, ale chętnie przetestuję inne miniaturki maseczek tej marki. Może trafię na swój ideał.

Jeden Komentarz

  • Anna

    Przy cerze dojrzałej u kobiet 45+ to ta maseczk fajnie się sprawdza 😊 ma działanie ujędrniające i za to ją właśnie lubię

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *